niedziela, 3 listopada 2013

Chapter 5

   JEŚLI CZYTASZ PROSZĘ ZOSTAW W KOMENTARZU CHOCIAŻBY KROPKĘ : 



 - Nie powiedziałaś mi jakie jest Twoje pełne imię- Justin zapytał patrząc na Melody.
   - Coleman- uśmiechnęła się. – Melody Coleman.
   - Melody Coleman- Powiedział – Melody Bieber brzmi lepiej.
   - Melody Bieber? Zaśmiała się- Twoje marzenie!.
   - Oh, umarłabyś by być Panią Bieber.
   - Masz rację. Wolałabym się zabić. – Posłała mu figlarny uśmieszek pokazując, że żartuje-Dlaczego kiedykolwiek chciałabym mieć twoje nazwisko? Fuj!

Przysuwając jej ciało za biodra, podniósł ją. Przerzucił ją przez swoje ramie i biegł wokół szerokiego ogrodu. Śmiech dziewczyny roznosił się w powietrzu rozjaśnionym latem dopóki zmrok nie wziął góry.
Zatrzymał się i trzymał ją tak, że jej twarz nie była zbyt daleko od jego. Spojrzała na niego uroczo.
  - Ponieważ mnie kochasz – odpowiedział na jej poprzednie pytanie.
  - Nie pochlebiaj tak sobie, Bieber.
  - Okej, ale musisz przyznać fakt, że jestem cholernie seksownym facetem.
  - Czy twój seksowny tyłek może odstawić mnie na ziemię?
  - Nigdy nie odpowiadasz na moje pytania. - Zalotnie uniósł brwi, - Wiesz, że jestem seksowny, prawda?
  - Seksowny to niedomówienie, Bieber. - Mrugnęła.

Umieszczając ja z powrotem na trawie, ona poprawiła swoją suknię.
Wziął ją za rękę i zaprowadził z powrotem do pałacu. Chciał pokazać jej coś przez co może będzie pod wrażeniem.

Sala balowa nie była za daleko od ogrodu, przeszli kilka schodów i wysokie, złote drzwi stały przed nimi. Otworzył je i zaprowadził ją do środka. Sala balowa była zdecydowanie ogromna. Zwykłe słowo sprawiało, że pojawiało się echo. Były tam żyrandole i świece świecące tak bardzo słabo. Podłoga była tak czysta, że mogłeś przejrzeć się w niej jak w lustrze.
Zabrał ją do fortepianu, który stał w rogu pomieszczenia.

  - Jesteś fanką muzyki? - spytał.
  - Zależy jakiego typu, ale może będę twoją fanką.
  - Okej, więc posłuchaj. - Powiedział podnosząc ją za nogi i sadzając na fortepianie za klawiszami.

Jej buty spadły swobodnie na ziemię, nie miała zamiaru teraz po nie sięgać, poświęciła całą swoją uwagę Justinowi, który siadał na stołku i układał palce na klawiszach. Wysoki ton zaczął utwór, za nim podążyło kilka wolniejszych i jeszcze wolniejszych tonów. Powoli, wszystko się złączyło. Piękny i czarujący potok muzyki okrążył pokój.
Pochyliła swoje ciało w dół czując niewolę nie za wolnej i nie za szybkiej muzyki. Jego palce przesuwały się po klawiszach, jego twarz skupiona była na tym gdzie ma umieścić soją rękę.
Wkrótce, gdy dobrnął do refrenu, podniósł głowę, aby spojrzeć na przepełnioną muzyką Melody.
Uśmiechną się do niej błogo, a ona zwróciła uśmiech do niego.
Kończąc kawałek, obserwował ją gdy stanęła i zaczęła biec boso do centrum sali balowej i kręciła się w kółko razem z muzyką. Skakała w powietrzu i biegała z falami muzyki, podróżującej po całym pokoju jak dziecko.
Zapominając o świecie wokół niej, Molody uśmiechała się pochłaniając tą chwilę. Chciała śmiać się z tego, że chce śpiewać i biec, biec jak wolne dziecko, dziecko którym nigdy nie była.

Gdy muzyka stawała się coraz cichsza i powoli zmierzała do końca, Justin spojrzał na Melody i uśmiechnął się całym sercem. Wystarczyło, że zobaczył jej jasny uśmiech, czuł się jakby osiągnął wiele.
Szybko podszedł do niej, chwycił ją za rękę i przyciągnął bliżej. - Więc myślę, że to znaczyło tak? - uśmiechnął się – Jesteś fanką mojej muzyki.
Schowała kosmyk włosów za ucho i zaśmiała się. - Tak myślę.
Spojrzała na niego przez swoje rzęsy gdy jego ciało górowało tylko kilka centymetrów od jej. Nie widoczna iskra tańczyła w jej oczach, marzyła o czymś więcej niż tylko o typie jego muzyki, którą uwielbiała. Myślała o miejscu, do którego najbardziej lubił chodzić, z kim dzielił się wszystkimi sekretami, w jakim wieku chce mieć swoje pierwsze dziecko, gdzie wcześniej się podziewał, zanim zorientowała się, że to wspaniała mgiełka sennych myśli przejęła jej oszołomiony umysł.
Działo się to dlatego, że nigdy nie poznała kogoś tak uprzejmego dla niej, że zakochała się w nim w tak krótkim czasie, lub dlatego, że miał czarującą osobowość, którą uwielbiała?
Wymazała wszystkie swoje myśli, gdy poczuła kliknięcie z jej świadomości, przypominające że nie miała pozostać nikim więcej niż przyjacielem dla Justina więc nie była tą, która traci na końcu.
Tymczasem, Marie weszła do pomieszczenia. Niezwykle, tym razem weszła z młodym chłopcem trzymającym jej rękę. Poszedł za nią w dół korytarzem, pozostawiając słabe odciski swoich bosych stópek na marmurowej podłodze. Jego stopu były posiniaczone, pocięte i rozbite, na twarzy i rękach miał kilka plam brudu. Był opalonym, małym, chudym chłopcem z potarganymi, brudnymi, złotymi włosami i niebieskimi oczami.
Marie została wkrótce zatrzymana przez głos pokojówki zostawiającej jeden z pokoi za nimi. - Co to jest? - wskazała zdenerwowana na odciski na podłodze. - Marie, kim jest ten młody chłopiec, którego tu przyprowadziłaś, spójrz jak brudno wygląda.
Chłopiec nie wypowiedział ani słowa, jego oczy nadal pozostawały wpatrzone w podłogę. Stojąc tam chwile, przypomniało mu się o sączącym bólu w palcach i pięcie u nogi.
- Wezwę kogoś, aby to posprzątał – Marie wzruszyła ramionami, - Nie strasz tak chłopca, jest sierotą, Kathrina i muszę mu pomóc.
- Nie powinnaś sama tego posprzątać? Dlaczego ktoś ma sprzątać po twoim bałaganie? - Kathrina odrobinę podniosła głos, - Myślisz, że jesteś teraz królewska, Marie? - wypowiedział jej imię z niesmakiem.
- Uważaj Kathrina. - Marie ostrzegła.
- Z chęcią usłyszę co twój majestat królowej na to powie. - Kathrina ewidentnie szydziła a swoje ręce umieściła na biodrach.
- Powie o czym? - Głos Justina dobiegł z końca korytarza.
Wszystkie głowy odwróciły się w stronę Justina, stojącego z Melody u swojego boku, czekającego na odpowiedź.
Gdy nikt nie odpowiedział Justin spojrzał z jednej pokojówki na drugą i w dół na chłopca stojącego za Marie, ze strachem wymalowanym na twarzy. - Kim jest to dziecko, Marie?
Obie pokojówki uświadamiając sobie, że po raz kolejny słyszą głos Justina, skłoniły się odpowiednio przed nim.
- To jest Jared, znalazła go samego po tym gdy powiedział, że uciekał przed mężczyzną, który próbował go zabić. Jest sierotą. Nie potrafiłabym zostawić go na ulicy samego wasza wysokość. - Powiedziała Marie i chodź wydawałoby się, że traktuje Justina jak swojego siostrzeńca nadal zachowywała odpowiednie maniero do jego królewskości.
- Jared, choć tutaj. - Justin nakazał a chłopiec powoli postawił krok po chwili wahania. Justin przykucnął więc był na jego poziomie. Chłopiec dopiero zaczyna się rozwijać w swoim dziecinnym ciele. - Czy chcesz abyśmy się tobą zaopiekowali?
Manipulując swoimi zaczerwienionymi palcami, spojrzał w górę i przytaknął bez emocji.
Przytakując, Justin powiedział patrząc na chłopca, - Jared, Melody zabierze cie i umyjecie te zadrapania i przecięcia, - Powracając do swojego normalnego wzrostu spojrzał na Marie, - A Marie choć ze mną.
Zanim odwrócił się na końcu korytarza obrócił się z powrotem do Kathriny, ona chciała już wracać do pokoju, z którego wcześniej wyszła. - Oh i Kathrina...
Odwróciła się na pięcie posyłając uśmiech prosto do księcia, - Tak wasza wysokość.
- Zrób mi przysługę i posprzątaj podłogę, proszę. - Bezczelny uśmieszek tańczył w kącikach jego ust.
- Ale wasza wysokość-
- Żadnego ale, proszę zrób to zadanie. Moja matka byłaby bardzo zawiedziona gdyby dowiedziała się, że nasza kobieta zostawiła bałagan świadoma tego.

Nadąsana, wypuściła westchnienie, które każdy mógł usłyszeć, zmieniła kierunek zamiast małego pokoju w korytarzu – tego, do którego wcześniej miała zamiar wejść – poszła wytrzeć i wypolerować podłogę.
Reszta poszła swoimi drogami. Melody złapała Jareda za rękę i zabrała go do swojego pokoju a Justin i Marie udali się do biura króla.
Gdy Melody doszła do swojego pokoju, zaprosiła małego chłopca do środka, sama nie mogła się jeszcze odnaleźć. Posadziła go na swoim łóżku i spojrzała na jego przestraszone ciało swoimi przenikliwymi, niebieskimi oczami. Po za jego przyciągającymi, oskrobanymi znakami, jego cechy były podobne do kogoś, kogoś kogo znała. Próbowała znaleźć coś co było podobne do kogoś kogo znała ale nie mogła umieścić tego w swojej pamięci.
Zgięła się i umieściła jego ręce w swoich. Spojrzała na nie, śledząc spuchnięte obszary na skórze. Skrzywił się delikatnie a ona odsunęła swoje ręce przestraszona, że zrani go bardziej niż już jest. Wtedy spojrzała w dół na krew i błoto barwiące jego nogi i była zbyt przerażona aby się im przyjrzeć.
- Czy nadepnąłeś na coś ostrego jak szkło? -nareszcie usłyszał jej głos. Pokiwał głową na nie, - Czy dasz radę pójść ze mną do łazienki?
Wstał i pokuśtykał za nią. Nowy rodzaj bólu przedostał się przez jego nogi sprawiając, że poczuł wszystko na nowo. Kiedy dostali się do łazienki, posadziła go na ladzie udała się po jakiś sprzęt do pomocy.
Nacierając watę anty-bakteryjnymi substancjami, zapytała chłopca, - Jak nabawiłeś się tak okropnych ran?
- Uciekałem przed tym panem, - Melody spojrzała na niego, słuchając, - Wtargnęli do naszego domu i mówili coś do mojego taty, potem go zastrzelili, wtedy zastrzelili też moją mamę a ja byłem w ogrodzie kiedy to się działo. Kiedy mnie znaleźli, zaczęli mnie gonić.
Melody poczuła jak jej serce puchnie od tego jak ten młody chłopak mówił o śmierci swoich rodziców w taki niewinny i niezamierzony sposób. Dlaczego tak niewinne życie zostało pozbawione rodziców i dachu nad głową. Nigdy nie zrozumie dlaczego ten świat jest taki okrutny.
- Jak długo byłeś poza domem?
- Jakieś trzy dni, - chłopiec unikał jakiegokolwiek kontaktu wzrokowego, patrząc w dal, - Wróciłem po nich z powrotem, gdy zgubiłem mężczyznę w lesie. Byli martwi. Raz widziałem ich martwe ciała, nie odpowiedzą mi, po prostu uciekłem.
Pamiętał to bardzo dobrze.

Wszedł do domu; domu bez życia, bez jakiegokolwiek hałasu wydobywającego się z telewizora, bez odgłosy stukających o siebie garnków podczas gdy jego mama gotowała. Zapach, który wysłał dreszcze w dół po jego kręgosłupie ogarnął powietrze w słodkiej, małej chatce. Nigdy nie wchodził do domu z takim przerażeniem, od kiedy jego siostra zaginęła. Wtedy dwójka jego mokrych oczu dostrzegła ciała swoich ukochanych rodziców. Ich dusze pływały w basenie krwi, nie mógł znieść widoku opróżnionych, ludzkich ciał, ciał, które trzymały go od narodzin i oglądały ze śmiechem gdy biegał dookoła teraz już zimnego domu. Nieznany krzyk wydobył się z jego gardła, ale hałas był niesłyszalny. Łzy pociekły po jego zaczerwienionych policzkach, gdy próbował wmówić sobie, że w to nie wierzy. Przebiegną przez tylne drzwi do lasu, nie odważył się spojrzeć za siebie. Biegł i biegł a rośliny pokrzyw sprawiały, że pojawiają się nowe rany i ból.

Melody zobaczyła, że chłopak wędruje w ciasnym, przerażającym korytarzu myśli. Znała to spojrzenie. Wiedziała jak to jest stracić rodziców w tak młodym wieku bo swoich straciła gdy miała trzynaście lat.
- Nie myśl o tym. To nie sprawi, że poczujesz się lepiej. Uwierz mi. - Próbowała sprawić, żeby Jared się rozluźnił.
- To trudne. - Nareszcie na nią swoimi załzawionymi oczami. - Gdybym był wtedy z nimi, mógłbym wtedy umrzeć razem z nimi. Teraz nie mam po co żyć. Nie mogę bez nich żyć.
- Wiem, że to trudne, wiem to po swoim przykładzie. Ale najważniejszą intencją w życiu rodziców jest aby utrzymać swoje dziecko bezpieczne. Zrobiliby wszystko aby utrzymać cie przy życiu, abyś stał tutaj silny, na dwóch nogach, wierz mi, są z ciebie dumni.
Teraz była długa cisza i oboje nie zrobili nic od ostatnich słów Melody. Melody westchnęła, wzięła zimny, mokry ręcznik i delikatnie otarła nim twarz Jareda. Zatrzymała się raz, spojrzała w jego oczy i zauważyła, że mieli różne odcienie niebieskiego. Uśmiechnęła się w dół do niego. - Zrobię co mogę, aby się tobą zaopiekować.
Uśmiech został odwzajemniony ze strony chłopca.
Ale kiedy Melody brała opiekę nad Jaredem nie wiedziała, że ona jest jedyną osobą w niebezpieczeństwie. 
____________________________________________
PRZEPRASZAAAAM!!! 
Wybaczcie, że tak okropnie długo nie było rozdziału! :c 
Zaczął się rok szkolny nie wiem w ogóle jak to się stało, że praktycznie na nic nie miałam czasu a do tego doszły problemy osobiste.Mam nadzieje, że zrozumiecie i nie będziecie bardzo źli :)

I co sądzicie o rozdziale?? Kurcze jestem ciekawa co będzie dalej, szczególnie przez tą końcówkę :D
  
Za wszelkie błędy i niezrozumiałe zdania przepraszam! 
enjoy